Strony

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rysunki 2013

Ostatnio ktoś z Was chciał żebym pokazała coś, co robię teraz...Ale problem jest w tym że nie robię prawie nic...Czasami coś się tam narysuję ale to zazwyczaj dla kogoś, więc mało mam wam do pokazania. Wybaczcie za jakość ale nie wysiliłam się szczególnie przy robieniu zdjęć.










czwartek, 22 sierpnia 2013

Zatrzymaj się

Większość ludzi codziennie pędzi przez życie i nie ma czasu na to, by się zatrzymać i rozkoszować chwilą. Tylko tu i teraz! Kiedy Ty tak zrobiłeś, że stanąłeś w miejscu i spojrzałeś na to, jak żyje świat wokół Ciebie? Może raz ? Albo nawet nie..

Ja uwielbiam takie sytuacje, gdy na chwilę mogę się zatrzymać i popatrzeć na ludzi wokół mnie, na ich życie, zachowania, uczucia... 
Ostatnio miałam taką okazję. Zatrzymałam swoje życie i po porostu się przyglądałam moim 
przyjaciołom. Byli tak bardzo szczęśliwi.W tej chwili ogarnęła mnie niesamowita radość i ogromne szczęście. Jestem tu – w miejscu, które lubię, wśród osób, które po prostu uwielbiam. Wokół mnie tyle ciekawego się dzieje, a ja to tak rzadko dostrzegam.

ZATRZYMAJ SIĘ ! 
Często myślami lecimy w przyszłość lub wspominamy to, co było. Rzadko kiedy myślimy o tym, co jest tu i teraz. Spróbuj opisać to, jak teraz się czujesz. Podnieść rękę i popatrz, jak to działa. Pomyślałeś o tym i jesteś w stanie wykonać taki ruch. Zobacz, jak wygląda Twoje otoczenie, co teraz robisz. Zwróć uwagę na szczegóły, których wcześniej pewnie nie dostrzegałeś. Nie warto myśleć o tym co było, nie warto planować dni. 


MIŁE CHWILE !

Według mnie wszystko sprowadza się do tego, żeby żyć świadomie. Cokolwiek robisz, wynika z tego, że podjąłeś decyzje. Zacznij obserwować swoje życie. Jeżeli wracasz z miłego spotkania, to „złap” się na tym, że to, co przed chwilą się wydarzyło, było bardzo przyjemne. Codziennie wydarzają się ciekawe rzeczy, tylko po prostu przechodzimy obok nich, ich nie dostrzegając. Często zdarza nam się po prostu istnieć. Wyłączamy się z życia. Czujemy, że coś się dzieje ale tak naprawdę mało to do nas dociera. Chociażby zwykła rozmowa- wiemy, że się odbywa ale nie czerpiemy z niej żadnych uczyć. 

Warto robić codziennie wieczorem małe podsumowanie. Ja za każdym razem, przed snem szukam kilku rzeczy, które były niesamowite tego dnia. Przykładowo podam wam mój wczorajszy dzień. Już rano wiedziałam, że będzie katastrofą... Niby początkowo wszystko było dobrze, ale potem poczułam, że ten dzień zaliczę do jednych z gorszych dni w moim życiu. Wieczorem spotkałam się ze znajomymi, którzy odwrócili go o 360 stopni.Kocham ich za to. Nie pytali długo co mi jest, co się stało. Po prostu byli. Byli ze mną tu i teraz... Było tak wspaniale... Czułam od nich tak niesamowitą energię, która przeszła też na mnie.To było niesamowite.

A GDYBYŚ MIAŁ UMRZEĆ?

Wyobraź sobie jedną sytuację, budzisz się rano i dowiadujesz się, że to będzie ostatni dzień Twojego życia. Wiem, banał, ale to naprawdę pomaga. Z kim byś się spotkał? Co byś robił tego dnia? Co powiedziałbyś ludziom? Chwyciłbyś za telefon i obdzwonił najbliższe osoby, mówiąc im, jak wiele im zawdzięczasz? Zrób to teraz.
Napisz sms'a do chłopaka/dziewczyny/przyjaciół i wyznaj im ile dla Ciebie znaczą. Można już zauważyć, że odpowiedź z ich strony może być inna niż zakładamy. Często można usłyszeć:  ''Czego chcesz ?'' , ''Co znowu narobiłeś ?'' W dodatku piłeczka lubi się odbijać i kiedyś to do Ciebie wróci – Ty otrzymasz taką wiadomość. Świetne uczucie, gdy masz trochę gorszy dzień, a tu otrzymujesz tak pozytywną i szczerą informacje.


ZAAKCEPTUJ SINUSOIDĘ ŻYCIA

Na sam koniec warto pamiętać o jeszcze jednym. Życie to ciągła sinusoida i nie może być ciągle zajebiście. Muszą być momenty gorsze, chwile zdenerwowania, smutku itp. Gdyby było tylko dobrze, to nie doceniałbyś tych pięknych chwil. Naucz się więc, podchodzić w sposób mądry do porażek i trudniejszych momentów. Życie wystawia Cię na próbę, ale nawet najgorsza chwila to tylko chwila – kiedyś się kończy. Po smutku przychodzi wreszcie radość – to od Ciebie zależy, kiedy to nastąpi. Warto pamiętać, że my sami możemy skrócić te złe chwile kiedy tylko chcemy. Zawsze możemy sobie powiedzieć KONIEC. Wydaje się to trudne...Ale to nie jest niemożliwe ! Powiedz sobie, że to koniec tych złych chwil. Włącz swoją ulubioną muzykę, odwiedź swoje ulubione miejsce, spotkaj się z przyjaciółmi. Wróć do rzeczy które kochasz ! Często takie ukojenie może nam dać różnoraki sport- koszykówka, skateboarding, siatkówka, bieganie itd.
eżeli masz gorszy dzień, nie załamuj się i nie mów, że życie jest złe. Zauważ też plusy takiej sytuacji i powtórz sobie, że jutro lub za tydzień będzie tylko lepiej. Przypomnij sobie moment z dzieciństwa, gdy byłeś smutny, bo np. kupiony lód upadł Ci na ziemie. Byłeś wtedy podłamany i ogarnięty złością, ale to przeszło, prawda? Dziś już się tym nie zasmucasz. Podobnie jest z innymi problemami, przyjmuj wszystkie na klatę (kobiety mogą na piersi: D) i pędź dalej do przodu. Po gorszym dniu przychodzą następne – lepsze.
Przychodzi w końcu taki moment, że jesteś tak zadowolony ze swojego życia, że nawet jeżeli ktoś oferowałby Ci kilka milionów złotych za jego zmianę, to nie zgodziłbyś się! : D

PODAJ DALEJ!

Może zagramy w pewną grę? Zacznę od początku.
Doszłam dziś do wniosku,że tak naprawdę nic nie robię dla świata, on nic nie robi dla mnie, i właściwie,to żyję tu tylko po to,aby żyć. Nic wielkiego nie robię i średnio przepadam za tym,co mnie otacza. Chcę to zmienić.
I przypomniał mi się film,który kiedyś oglądałam. I zaczynam grać. Zdaję sobie sprawę,jak ciężko będzie,ale chcę grać.
Chciałabym, żebyście też w nią grali. Uprzedzam, że nie będzie łatwo.
 Gra nazywa się PODAJ DALEJ. Jeśli oglądałaś/eś film o tej samej nazwie, bądź czytałaś/eś książkę to wiesz o co chodzi,jeśli zaś nie to mogę wyjaśnić. Pomysł jeden z lepszych na świecie,aczkolwiek trudny do zrealizowania,bo ludzie są trudni. Niesamowicie żałuję,że idea nie była moja.

Więc...celem gry jest uczynienia świata lepszym, poprzez wejście w interakcję z nim. Zaczyna się od jednej osoby(w moim przypadku ode mnie,w Twoim od Ciebie i tak dalej).

Ja pomagam trzem osobą(wyświadczam ogromną przysługę).Akcja jest długotrwała i ciężka,bo to ma byś pomoc w czymś większym,w czymś czego oni sami nie potrafią.I każda z tych osób musi pomóc kolejnym trzem,tłumacząc zasady gry. Akcja z 1 os. przechodzi na 3,potem na 9,27,jak widać liczba bardzo szybko rośnie. To sprawia,ze ten,świat,który jest do bani,staje się lepszy i ludzie mogą mieć w nim oparcie. Gra nie trwa kilku godzin. Twój ruch może trwać nawet kilak tygodni,miesięcy. Ludzi może być więcej, ale nie oczekujmy zbyt wiele, zacznij od pomocy jednej osobie.

Popatrz, pomożesz trzem osobą,a kilka pięterek niżej i mamy dość dużo uszczęśliwionych ludzi.

To wcale nie jest przesłodzone i może z lekka jest to wizja przesłodzonego świata,ale CO Z TEGO?
Nie uważasz, że warto spróbować?
Może wreszcie dobrze byłoby dać coś od siebie?

Chętnie rozpisałabym się bardziej,ale nie wiem,co jeszcze mogę powiedzieć? Pytania mogą być w komentarzach.Czy na mail afra115@o2.pl

Naprawdę chciałabym, żeby akcja zadziałała chociaż na małym obszarze. Może wyjrzyjcie za horyzont i chociaż raz spróbujcie coś zrobić.
Pamiętajcie o tym,żeby PODAĆ DALEJ!

Więc chyba,jak na dzisiaj to tyle.


PODAJ DALEJ!




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział VII


Rozdział VII
   Anastazja siedziała na kanapie Olivera i przeglądała książkę Dave’a S., Alessia szukała czegoś w Internecie, a Oli, jak zwykle coś rysował. Wszyscy byli zmęczeni, ale chcieli dowiedzieć się czegokolwiek, co pomogłoby im odpowiedzieć na któreś z mnóstwa pytań.
   -Jestem padnięty- powiedział chłopak podnosząc dumnie w górę kartkę
   -W sumie to ja też- ziewając odpowiedziała Alessia
   -Piękny rysuneczek koteczku, idź mi pościel łóżko w gościnnym- dopowiedziała Anastazja
   -No jeszcze czego- zaśmiał się i zebrał z łóżka swoje ołówki i prace, poczym wyszedł z pokoju
   -Ej..- wyszeptała Anastazja do swojej przyjaciółki
   -Co- zaśmiała się Ales.
   -Co to był za rysunek?
   -No zwykły, taki jak zawsze. On teraz rysuje to co widzi w snach.
   -Ale ja to już gdzieś widziałam, byliśmy tam może na jakiejś wycieczce?
   -Nie, już ci mówiłam, on to widzi w snach.
   -Ale, jak to…- w tym momencie do pokoju wszedł Oliver
   -Pościeliłem ma pani- powiedział i ukłonił się na wzór królewskiego służącego
   -Dziękuję zacny sługo, rób tak dalej, a twa głowa jeszcze będzie na szyi spoczywać- zaśmiała się i poszła spać
*
   -Twoi rodzice zorientują się, że nas nie było?
   -Nie, mam nadzieję, że nie.
   - A powiedziałeś im, że masz dziś w łóżku dwie laski- znowu zaczęła żartować, lubiła, kiedy się uśmiechał.
   -Nie, ale pewnie rano się dowiedzą, ja nie muszę im mówić o takich rzeczach. Gorzej będzie, jak się pokłócą i tata pójdzie w nocy tam spać. Nastka może się zdziwi, ale co tam.
   -Przestań- też się śmiała
*
   -Wstawaj! Zaraz musimy być w Sali profesora Green’a.
   -Co ty robisz idioto- zapytała dość mocna wnerwiona Anastazja
   -A no w sumie to nic, sprawdzam czy jak tu przyjdę za godzinę to wstaniesz-zaczął się śmiać i wyszedł
   -Nienawidzę cię- powiedziała sama do siebie i zanurzyła twarz w poduszce
   Oliver wrócił do swojego pokoju, położył się w łóżku i wtulił do Alessi. Miał jeszcze do przespania godzinę. Dziesięć minut temu musiał bardzo się wysilić, aby wstać i odejść. W łóżku było ciepło i miło, jego dziewczyna leżała obok. Musiał wstać i dokuczyć Nastce. Lubili się, ale znacznie bardziej woleli sobie dokuczać. Ona często załaziła mu za skórę, a on odpłacał się jej czymś jeszcze gorszym.
   Na początku września byli na wycieczce szkolnej. Trwała trzy dni, więc dysponowali, aż dwiema nocami do zrobienia sobie wymarzonych kawałów. Alessia prosiła Olivera, żeby nie zaczynał. Pierwszej nocy był grzeczny, to Nastka zaczęła. Mimo, że była cisza nocna i nauczyciele dyżurowali na korytarzach, zakradła się do jego pokoju z puszką bitej śmietany. Odczekała chwilę, aż jej wzrok przyzwyczai się do ciemności i rozpoczęła poszukiwania Oliego. Po prawej chrapał Mati, obok niego był Krzysiek, brakowało tylko jednego. O JEST! Przeniósł łóżko na drugi koniec pokoju. Szybko znalazła jego buty.
   -FUUU! Jak Ales może z nim chodzić. Chociaż je wypierze. To będzie dla niego prezent- powiedziała sama do siebie i skierowała wylot puszki do wnętrza owych śmierdzących ochraniaczy na stopy.
   -O, i cała robota wykon… - wpadła na kolejny genialny pomysł.
Zrobiła co do niej należało i uciekła tak niepostrzeżenie, jak udało się jej wejść do pokoju 312.
*
   -Nastka! –rozległ się głośny krzyk, na twarzy nastolatki malował się uśmiech
   Słyszała, jak wściekły chłopak idzie w jej stronę.
PUK PUK
   Rozległo się pukanie do drzwi.
   -Tak, w czym mogę panu pomóc- otworzyła drzwi i zaśmiała się, ujrzała w nich wściekłego Olivera. W rękach trzymał Vansy z roztopioną bitą śmietaną, najprawdopodobniej wcześniej je ubrał, bo na skarpetkach były ślady zetknięcia się z ową substancją. Jego twarz pokrywał piękny zarost z białej mazi.
   -Zabije cię- wykrzyczał
   Wyglądał przeuroczo, gdy się wściekał
   -Co wy robicie- powiedziała Alessia obudzona porannymi wrzaskami
   - Patrz co ta idiotka mi zrobiła- pokazał buty i twarz, jego mina była bynajmniej śmieszna
   -Anastazjo, co to wszystko ma znaczyć- zapytała wściekła panna Buster
   -No to mam poważną rozmowę z dyrektorką, wrócę za godzinę, idź spać,- powiedziała do przyjaciółki- a ty mógłbyś się ogolić, trochę zarosłeś przez noc- dopowiedziała do Olivera i uciekła do nauczycielki
   Chłopak zacisnął ręce w powietrzu, tak jakby dusił głowę Nastki.  

   Alessia siedziała potem z Olim w jego pokoju i myła go, a raczej jego twarz, buty suszyły się już na kaloryferze.
   - Wiesz- zaczęła- słodko wyglądasz, jak się złościsz
   -Świetnie, a Natska pięknie wygląda, gdy tonie w galaretce lub innym gównie.
   -No przestań, nic takiego ci nie zrobiła- zaśmiała się, przypomniał się jej poranny widok jej chłopaka, nie na co dzień widzi się wysmarowanego bitą śmietaną, krzyczącego piętnastolatka
   - Mówiłaś, że mam nie zaczynać, ale to ona zaczęła, więc chyba mogę się jej odpłacić, co?
   -Róbcie co chcecie, ale pamiętaj, że ja też jestem w tym pokoju, więc nie obudź mnie przy okazji.
   -Nie bój się, tobie nic nie grozi, ale wiesz, jeśli chcesz czuć się bezpieczniej możesz spać ze mną- chwycił ją i położył na łóżko.
   Nagle rozległ się  dźwięk pukania do drzwi. Weszła przez nie Anastazja.
   - Mój drogi przyjacielu, jest mi bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji i pragnę szczerze cię przeprosić-wyznała- panna Buster kazała mi cię przeprosić, mam nadzieję, że nie jesteś wściekły? Widzę, że już się ogoliłeś i znów wyglądasz młodo. To fascynujące, jak człowiek może się zmienić przez noc. Mam nadzieję, że mój malutki występek, nie uczynił ci wielkich szkód?
   -Moja zacna białogłowo- zaczął się szyderczo uśmiechać- nie martw się, odpłacę się srogo
   -Mam nadzieję, że ostatnia noc tej wycieczki cię nie zaskoczy- powiedziała i wyszła    
   Oliver tak, jak obiecał, odpłacił się Nastce. Dziewczyna obudziła się , ze snu wyrwało ją walenie do drzwi.
    -Kto tam?
    -To ja, Oli. Wpuść mnie.
   -Czego chcesz- powiedziała i otworzyła mu drzwi
   -Mogę skorzystać z waszej toalety, nasza się zapchała?
   - Idź, a potem zamknij drzwi i spadaj- wymamrotała i wróciła do łóżka
   Człowiek przez pierwsze piętnaście minut po przebudzeniu funkcjonuje tak, jakby miało 1,5 promila alkoholu we krwi. Nastka miała tak samo, nie zauważyła, że chłopak ma pod bluzką Schowany kubek i telefon.
   Nagle z łazienki zaczęły dobiegać nieprzyjemne dźwięki. Ustały po pięciu minutach.
   -Dzięki stara- powiedział Oliver i wyszedł
   Po upływie pół godziny Anastazja sama musiała skorzystać z toalety. Otworzyła drzwi i poczuła odurzający smród. Powierzchnia wokół muszli była wysmarowana czymś kleistym i brązowym.
    W całym hotelu dało się słyszeć krzyk nastolatki. Był on głośniejszy nawet od chrapania Matiego z pokoju jej ulubionego „kociaczka”. 
    -No tak, mogłam się domyślić- powiedziała, gdy zauważyła w rogu łazienki kubek z resztką zawartości tego, co widniało w muszli i jej okolicach.
   Oliver po wejściu do toalety zamknął drzwi, a w telefonie użył aplikacji, która wydaje nieprzyzwoite dźwięki. Spod bluzki wyciągnął kubek z budyniem czekoladowym i wysmarował nim wszystko co mogło paść ofiarą zatrucia pokarmowego . Na końcu użył czegoś, co bardzo śmierdzi. Wyłączył aplikację, udawał, że myje ręce i wyszedł, jak gdyby nigdy nic. Wiedział, że Nastka zawsze była pierwsza w łazience. Czuł satysfakcję, gdy pół godziny po swojej wycieczce do jej pokoju usłyszał krzyk.
   Mniej więcej takie były relacje między tą dwójką. Byli przyjaciółmi, ale uwielbiali sobie dokuczać. Mogli na sobie polegać, ufali sobie i byli inteligentni, ale dowcipy brały górę nad byciem rozsądnym. Nawet nie wiadomo, kto zaczął. Potem jeden odpłacał się drugiemu i tak od prawie dwóch lat. Ale nigdy żaden nie odważyłby się skrzywdzić kogoś przez swoje głupie i niewinne żarty.

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział VI


Rozdział VI

   Sala fizyczno-chemiczna w szkole, do której uczęszczała Alessia była doskonale wyposażona. Budynek był sponsorowany przez rodziców jednego z uczniów.
   Jamie Buster High było szkołą prywatną z internatem. Część dzieciaków z niego korzystała, a część nadal pozostawała w domach. Alessia chciała mieszkać w internacie, ale jak na razie rodzice nie widzieli w tym nic pozytywnego, ale coraz częściej rozważali tę myśl. Wiele razy wyjeżdżali daleko na długo i nie chcieli, żeby dziewczyna musiała sama być w domu. Nie chcieli też robić kłopotu rodzicom jej znajomych. W internacie byłoby dobrze, a jeżeli by się za sobą stęsknili to na weekendy Alessia mogłaby być w domu. Przynajmniej czasami.
   Jej ojciec był w akademiku, w latach, gdy uczęszczał do szkoły  i bardzo dobrze wspomina tamte czasy.  Namawiał matkę Ales, żeby pozwoliła jej spróbować. Na rok, jak się jej spodoba to zostanie, a jak nie to wróci do domu. Życie w internacie bardzo usamodzielnia. Chciał, żeby jego córka była samodzielna i odpowiedzialna.

    -Panie Green, panie Green- wykrzyczała Alessia- Mam, znalazłam.
   Dziewczyna należała do kółka naukowego wraz ze swoja przyjaciółką Anastazją, ukochanym Oliverem i grupką poznanych tam ludzi. Naprawdę się lubili. Razem byli w stanie rozwiązać każdy problem. Nad kółkiem władzę sprawował profesor Charlie Green- nauczyciel fizyki i chemii. Miał też dużą wiedzę z zakresu matematyki i biologii. Był osobą bardzo charyzmatyczną i widać, że wypełniał swój zawód z pasją. Oczywiste było, że zależało mu na nauczeniu młodzieży materiału, ale w dużo ciekawszy sposób , niż w innych placówkach.
   Alessia od ranka tego dnia szukała odpowiedzi, to był kolejny kłopot, z którym kółko naukowe w Jamie Buster High musiało się zmierzyć. Chcieli znać odpowiedź, na to pytanie, które męczyło ją od kilku dni: Co oznaczają znamiona, które ma ona i Oliver? Miały one kształt skrzydeł, skrzydeł anioła. Były tak dokładne, że wyglądały jak tatuaż. Już w najbliższym czasie Alessia miała się dowiedzieć, że była kimś więcej. Ona i Oliver. Sama nigdy by w to nie uwierzyła. To niemożliwe, że Alessia dokona coś, co zmieni bieg historii.
    -Dobrze Alessio, więc co znalazłaś- zapytał profesor ziewając- Jest środek nocy, powinnaś być w domu, a nie w moim gabinecie- powiedział, poczym zerknął na kartki, trzymane przez dziewczynę.

*
   Anastazja była przyjaciółką Ales. Chodziły razem do klasy i obie były członkiniami kółka naukowego. Nastka była równie inteligentna, co Alessia ,ale nienawidziła chodzić do szkoły. Co do Ales, to ona sama nie widziała czy lubi czy nie. Chodziła do niej i tyle. Nigdy nad tym nie myślała. Podobało się jej to, że codziennie spotykała się ze znajomymi i mogła wymieniać się z nauczycielami swoimi poglądami, ale coraz częściej miała już dosyć. Codziennie wstawanie ją wykańczało, ilość lekcji i dodatkowych zajęć męczyła ją.  Anastazji nie odpowiadało przestrzeganie kodeksu, chodzenie na lekcje, które ją nudziły. Nie lubiła podporządkowywać  się innym. Rozumiała wszystkie przedmioty, zwłaszcza fizykę i matmę, chemię nawet też dość dobrze. Ale sama mawiała:
   „ Uczęszczam tylko na przedmioty, które przydadzą mi się w życiu”
   -Dlaczego nienawidzisz szkoły- zapytała ją kiedyś dyrektorka, panna Buster
   -Irytuje mnie uczenie się cudzych myśli. Przez to mogę stracić zdolność oryginalnego myślenia. Na zawsze.  I co wtedy? Wolę sama do czegoś dojść. Wyobraźnia, którą jeszcze mam doprowadziła do ogromnej liczby odkryć. Nie chcę jej zatracić i tyle.
   -Rozumiem twoją osobowość i tok myślenia, ale…- nie dokończyła- Widzę, że najczęściej jesteś na lekcjach profesora Green’a, na fizyce. Dlaczego-starsza dyrektorka zaczęła nowy wątek
   -Przydaje się, ale ja nie chodzę tyle na fizykę, co na kółko naukowe. Omawiamy tam dużo ciekawsze rzeczy, niż na lekcjach. Profesor Green prowadzi zajęcia inaczej, niż inni nauczyciele. Słyszała pani kiedykolwiek o czarnych dziurach, chiralności, spirali kodu genetycznego? Wyobraża sobie pani możliwość podróży w czasie za pomocą dziury robaczkowej? Możliwość wytworzenia czwartego wymiaru?  Wie pani, że istnieje nieskończona liczba naszych „klonów” , odbić lustrzanych, żyjących w innych wymiarach-Panna Buster z zachwytem słuchała słów piętnastolatki, Anastazja opowiadało o tym z takim zawzięciem- Jedna malutka zmiana w przeszłości może zniszczyć przyszłość.
   -Oczywiście Anastazjo, ale wiesz jakie kłopoty przynosi ci opuszczanie lekcji. Jeszcze kilka nieobecności na zajęciach i będę zmuszona do wyrzucenia cię z Jamie Buster High.
   -Rozumiem, obiecuję, że się poprawię. Do widzenia.
   -Do widzenia. Powodzenia na fizyce, nie wpadnij do jakiejś czarnej dziury-zaśmiała się dyrektorka.
   Tyle dla Anastazji znaczyła szkoła.
*
   -Szybko, ktoś tu idzie i nie może zobaczyć cię tu w środku nocy, wejdź do środka- powiedział profesor Green do Alessi
   Dziewczyna odwróciła głowę w bok i wykonała gest ręką. Przywołała do siebie Olivera i Anstazję. Oni byli jej prawdziwymi przyjaciółmi, Nastka ledwo wróciła do domu i już zjawiła się by ją wspierać.
   Siedzieli  w czwórkę przy stoliku nauczyciela. Czy to nie było dziwne? Trójka piętnastolatków w środku nocy popija herbatkę w gabinecie profesora.
   -Alessio- zaczął pan Charlie- uważam, że powinnaś poczekać z tym do jutra.
   -Ale jak do jutra? Przez ten czas wszystko może się zdarzyć.
   -Popatrz, Anastazja ledwo wróciła z wycieczki po Europie, Oliver zaraz tu zaśnie, - pokazał dłonią na pół przytomnego chłopca- a ty cały dzień czegoś szukasz. Idźcie do domu porządnie się wyspać. Porozmawiamy rano przed lekcjami. Razem z kółkiem rozwiążemy wszystkie problemy.
   -Może faktycznie ma pan rację-powiedziała przecierając oczy- będziemy jutro o 7:30 w naszej ulubionej Sali. Mam nadzieję, że się tam spotkamy.
   -Oczywiście, że będę- powiedział i zamknął drzwi.
   Grupa nastolatków świetnie współdziałała, ale tak każdy z osobna bardzo się różnił. Dziwiło go to. Cała trójka była niezwykle inteligentna. Oliver też, może nie aż tak jak Alessia i Anastazja, ale wiedział co się dzieje. Wstąpił do kółka ze względu na Ales. Myślał, że zanudzi się tam na śmierć, ale spodobało mu się to. Zawsze bardzo ciekawiły go alternatywy równoległych rzeczywistości i podróży w czasie. Profesor widział potencjał w tym chłopcu. Odkąd Oli do nich dołączył poprawił swoje oceny w nauce, zaczął myśleć bardziej logicznie i pomógł rozwiązać niejeden problem w Jamie Buster High. Dlaczego cała trójka tak się od siebie różniła? Dlaczego musieli być ze sobą, aby wszystko współgrało? Alessia była wymarzoną uczennica, zawsze ubrana w marynarkę i przygotowana. Anastazja ubierała się różnie, czasem w marynarkę i zwężane spodnie, a czasem w zwykłą  bluzę. Na lekcje nie musiały się uczyć, wystarczało im  to, co zapamiętały na lekcji. Oliver ubierał się jak zwykły chłopak w tym wieku i uczył się dobrze, nie bardzo dobrze, ale dobrze. Całą trójcę łączyła ogromna inteligencja. Potrzebowali siebie. Dopełniali się. Jak atomy. Ładunek musiał się wyrównywać, musiała być ta sama ilość plusów i minusów, aby mógł istnieć. Gdy byli razem potrafili zrobić wszystko.

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział V


Rozdział V
-No więc oto moje kolejne dzieło-powiedział żartem Oliver pokazując swojej dziewczynie najnowszy rysunek
Na twarzy nastolatki malowało się zdziwienie.
-Nie podoba ci się?- zapytał z niedowierzaniem chłopak
-Nie. Nie o to chodzi. Jest piękny jak zawsze, ale nie mogę uwierzyć w  to co na nim jest.
Chłopak jeszcze raz popatrzył na szkic. Nie było tam nic innego, niż to co narysował.
-Widziałeś to gdzieś już wcześniej?- zapytała Alessia
-Tak, muszę ci coś powiedzieć-Oliver przysunął się bliżej niej i chwycił za rękę.- Kiedy byłem młodszy. Nie wiem miałem może koło 10 lat. Tak, to był dzień moich urodzin. Noc, nie mam pojęcia, która godzina, ale już spałem. Śniło mi się, że jestem w jakimś ogrodzie z ogromną bramą i aniołem. Trzymał on w rękach wielki miecz i czegoś się bał. W pewnym momencie zrobiło się trochę ciemniej, zwierzęta uciekły i coś zaczęło wdzierać się przez bramę. Obudziłem się i zacząłem krzyczeć.
-Nie… to nie możliwe-dodała dziewczyna-miałam dokładnie to samo.Też w dniu 10 urodzin. Widziałam tego anioła, nie był jak anioł z bajek dla dzieci, był ubrany jak grecki wojownik.
-Wiem, przedstawiłem go na rysunku tak jak go widziałem.
-To wszystko wygląda tak samo, jak w moim śnie.
-No, ale czy to możliwe, żebyśmy mieli ten sam sen?- zapytała z niedowierzaniem Ales
-Nie wiem, to ty jesteś mądra.
-No nie do końca- zaśmiała się
-Ale, co to może być? Przecież chodziłaś na początku roku na jakieś zajęcia dodatkowe z historii, więc może się dowiedziałaś czegoś o snach, bo sny fascynowały ludzi od zawsze.
- Owszem było coś o snach przy malowidłach na ścianach gdzieś tam, ale nie było nic o podobieństwach snów.
-A, może Dave S. wie cokolwiek na ten temat?- podsunął pomysł Oliver
-Nie mam pojęcia. Zaraz poszukam-powiedziała i zaczęła szukać książki w torbie- Ale coś ci muszę powiedzieć-podniosła głowę i powiedziała
-A konkretniej- odpowiedział zza drzwi, właśnie wyszedł, żeby odnieść talerze
-Jak na ciebie dziś czekałam to jeszcze raz przyjrzałam się notatniko-pamiętnikowi- prawie wykrzyczała, aby ten mógł ją lepiej słyszeć
-I co tam ciekawego ujrzałaś? Może tym razem odkryłaś dowód na istnienie pozaziemskiej cywilizacji? –powiedział półżartem
-Nie, tzn. jeszcze nie wiem, ale coś jest na okładce.
-Byłem pewien, że ty zawsze wolałaś treść niż ilustrację na książce- powiedział i wręczył dziewczynie szklankę soku z grejpfrutów.
-Zawsze tak było, no, bo sprawdziany były z zawartości, a nie tego, jakie zwierzęta widzisz an okładce. Ale chodzi mi o coś innego. Notatniko-pamiętnik był cały z kurzu więc przetarłam go mokrą szmatką.
-Fascynujące…naprawdę- dopowiedział znudzony
-No czekaj, zaraz się rozkręci. Więc, jak już okładka była czysta to zauważyłam, że jest tam coś, czego zwykle nie ma na zwykłych zeszytach, pamiętnikach itp.
-Co to było?
Podniosła rękę, aby chłopak mógł się przyjrzeć i powiedziała – Tu jest ten sam znak, który ja i ty mamy na biodrach, a tu- wskazała na napis widniejący pod skrzydłami- jest coś w innym języku, mogę się mylić, ale to chyba jest grecki.
-Ale nie za bardzo rozumiem, co to znaczy?
-Ja w sumie też, nie, ale musimy poznać znaczenie tego zdania, czy czegokolwiek, co tam jest. Dobrze byłoby odkryć kim jest Dave S., dowiedzieć się o co chodzi z tymi skrzydłami…
- I dlaczego w moim domu była ta książka- wtrącił Oli
-Tak i dokładnie przejrzeć pamiętniko-notatnik, bo tam może coś wyjaśni, ale może też wprowadzi zamieszanie.
Żaden z nich, ani Alessia, ani Oliver nie wiedzieli dlaczego chcą poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania, ale nie mogli się oprzeć. Czuli, że muszą i tyle.

*
Alessia zaczęła przeglądać zawartość swojego laptopa. Tapetą było zdjęcie, na którym widniał Ron Wesley- bohater z książki o Harrym Potterze. Wokół niego było mnóstwo ikon, dziewięć z nich to filmy o nastoletnim czarodzieju, który dzięki przyjaźni i pomocy bliskich zwycięża zło. Pół pulpitu stanowiły foldery z mnóstwem zdjęć. W trzech była muzyka, a w prawym, górnym roku widniały znaczki przeglądarek internetowych i programów typu: Skype, Gadu-Gadu.
Zastanawiała się o czym jeszcze miała powiedzieć Oliverowi. Wiedziała, że to może mieć związek z Dave’m S., ale nie miała pojęcia co to było.
-Jakie macie hasło do Wi-Fi?- zapytała
-04-01-22-05-19- wyrecytował chłopak
-No to dzięki, bo chcę na Facebook’a wejść, a tak przy okazji to dziwne macie hasło.O co z nim  chodzi? Jakaś data?
-Nie wiem. Ale raczej nie, bo tam jest pięć miejsc, a nie trzy.
-Jesteś pewien? Nic nie wydarzyło się czwartego stycznia dwa tysiące..-urwała, ta data byłaby faktycznie bezsensu, bo rok 2022 jeszcze nie nastąpił. Ale może to był dwudziesty drugi stycznia dwa tysiące czwartego roku?- zastanawiała się
-A może coś się stało dwudziestego drugiego stycznia w dwa tysiące czwartym?-zapytała
-Nie, no właśnie nic-odpowiedział- chyba –powiedział sam do siebie
DRYŃ DRYŃ
W uszach nastolatków rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu.
-Halo?
-No cześć Alessio, jak tam?- odpowiedział w słuchawce głos matki dziewczyny
-Cześć mamo. Dobrze, już jestem u Olivera w domu.
- No to świetnie. Ja biegnę, bo się spóźnię. Masz pozdrowienia od taty córuś. Pa.
-Też go pozdrów. Miłej zabawy.
-Pa, kochamy cię- wykrzyczała i się rozłączyła
-Ja was też- powiedziała Ales do głuchej słuchawki
Odłożyła telefon i poczuła palący ból biodra. Czuła jakby paliła się jej skóra, ale tylko maleńki kawałeczek. Ten sam, na którym widniały skrzydła. Usiadła i zaczęła stukać w klawiaturę laptopa. Strona główna, 2 zaproszenia do znajomych, 3 nieprzeczytane widomości i 2 powiadomienia.
-No to zacznijmy sprawdzać po kolei-powiedziała sama do siebie.
W powiadomieniach jak zwykle nie było nic ciekawego, zaproszenia były od Fejków (Fejk- osoba wklejająca na swój lub nieprawdziwy profil zdjęcia kogoś ładnego, sławnego itp.) Wiedziała to od razu, profilówkę (Pofilówka- zdjęcie profilowe,wyświetlane przy rozmowach, postach itd.) tego pana widziała już pięć razy w tym tygodniu. Drugie zaproszenie było od kogoś, kto nazywał się
Nick. Nazwiska nie było, profilówki też nie, więc nie zaakceptowała żadnego z nich. Wiadomości okazały się być ciekawsze. Jedna była od Anastazji. Tłumaczyła ona w niej, że wraca jutro popołudniu  i, że  stęskniła się za „parą kociaczków”- tak nazywała Olivera i Alessię. Kolejna wiadomość była od koleżanki ze szkoły. Dziewczyny nie znały się zbyt dobrze, ale chodziły razem do klasy. Jak zwykle padły pytania: co było na zadanie? i czy trzeba się na coś uczyć?
Trzecia wiadomość była już od kogoś innego. „NICK”- przeczytała z pierwszego zdania. Teraz już pamiętała.
Oliver wyraźnie czegoś szukał w okolicach łóżka.
-Oli?
-No co byś chciała?
-Mam dwie malutkie sprawy. Bardzo ci przeszkadzam, bo widzę ,że jesteś zajęty?
-Nie, możesz mówić.
-No to po pierwsze, co ty właściwie robisz?- zapytała, bo nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.
-Szukam czegoś-odpowiedział chłopak.
-Tyle to sama wiedziałam, ale czego konkretniej?
- Spadł mi gdzieś tu ołówek i kartki, miałem tam rysunki, które chce żebyś zobaczyła.
-No dobra, a teraz druga sprawa. Mógłbyś usiąść na momencik- powiedziała i podeszła do łóżka.
-Co się stało?
-Jak wybierałam się do ciebie to zadzwonił do mnie Nick.
-A kto to jest?
-Też słabo go kojarzę, ale chodzi ze mną na basen. Ale w sumie to nie w tym tkwi sedno sprawy. Pytał się mnie o znamię. Był przekonany, że są to skrzydła i wyłączył się z rozmowy, gdy wmówiłam mu, że to nadgryziony arbuz. Zorientowałam się, że coś jest nie tak, bo wiedział i chciał wiedzieć za dużo. Co kogo to interesuje czy mam znamię czy nie i jaki ma kształt. Rozumiem np. ciebie, moich rodziców, Alezję, ale nie jakiegoś kolesia, którego ledwo kojarzę.
-Przejmujesz się, może mu się podobasz i nie miał jak inaczej zagadać-zasugerował Oliver-
-Ja myślę, że to nie o to chodziło, ale jeszcze się zobaczy.
-To chyba nie jest jeden z tych momentów, gdy poddajesz mnie próbie na zazdrość, co?
-Nie. Przestań, wiesz, że ja tak nie robię. 

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział IV



Rozdział IV
Dzień minął Ales, jak zawsze. Po szkole pojechała na basen, po czym  wróciła do domu, przebrała się, spakowała torbę na 2 dni, bo miała prze ten czas być u Olivera. Jej walizka była inne ,niż normalnej piętnastolatki. Ubrań wcale nie było tam za dużo, kosmetyków prawie wcale nie było. Większość stanowiły książki, zeszyty, Biblia, pieniądze na coś do jedzenia. Z ubrań zabrała tylko 2 marynarki, bluzę przez głowę, czapkę, sukienkę i zwykłe spodnie.Do tego dorzuciła parę trampków i baleriny do szkoły. W torbie podręcznej miała telefon, ładowarkę, laptopa i legitymację szkolną. Był 4 grudnia, śnieg zdążył stopnieć od wczorajszego wieczoru, było całkiem ciepło, jak na koniec jesieni, o tej porze zawsze już było biało i mroźnie.
Nagle Alessia poczuła, że coś ją swędzi, piecze. Podniosła bluzkę. Nad prawym biodrem miała znamię przypominające tatuaż. Owa blizna miała kształt skrzydeł, takich samych, jakie miał Oli.
DRYŃŃŃ.DRYŃŃŃ- usłyszała, i szybko wyjęła telefon z torby. Numer prywatny.
-No cóż muszę odebrać, bo inaczej nie dowiem się kto to może być-powiedziała sama do siebie, po czemu przeciągnęła palcem po telefonie.
-Halo-powiedziała
-Halo….ummm cześć to ja, Nick-odpowiedział cicho głos w słuchawce
-Yyyy… czekaj, bo nie bardzo kojarzę-zamyśliła się na chwile i dodała-a ty chodzisz ze mną na basen, tak?
-No tak,to ja.
-O to witam, cóż cię tak natchnęło na telefon do mnie?-zapytała z uśmiechem na twarzy
-No, bo widzisz…- zaczął niepewnie- jak byliśmy dziś na basenie
-Koleś… wysłów się.
-No, ja wiem, że możesz uznać mnie za oszołoma, czy coś, ale wydawało mi się,że masz tatuaż… nad prawym biodrem,obok..no coś takiego.
-Yyyy… to nie jest tatuaż, tylko znamię. –odpowiedziała, ale nie wiedziała do końca poco mu ta informacja, ledwo się znali, razem chodzili na basen i to tyle.
-Nie jestem pewien, czy dobrze widziałem, ale to chyba były skrzydła, prawda?
-No nie wiem do końca o co ci chodzi, tzn. przypomina ona skrzydła,-nie chciała się ujawniać,bo wyczuwała niebezpieczeństwo, czuła, że on już wie za dużo.-ale nie, w sumie to jest to raczej nadgryziony arbuz, zależy kto ma jaką wyobraźnię, ale to jest arbuz.-chciała zmylić go z tropu
-Arbuz powiadasz… - zawiesił głos, Alessia słyszała tylko jakieś szepty dobiegające z telefonu- ok., to w takim razie nie przeszkadzam. Miłego dnia.
Ales była zmieszana, nie do końca wiedziała co się stało,ale była pewna,że to nie był przypadek, on coś wiedział, możliwe, że wiedział coś o Davie S.
Bała się sama iść do Olivera, już się ściemniało. Postanowiła do niego zadzwonić. On chociaż ją obroni.
-Cześć kotku, co tam?- usłyszała jego głos
-No jestem już spakowana i chciałabym, żebyś po mnie przyszedł, boję się iść sama.
-Pewnie, że przyjdę. Szykuj się, będę za 10 minut, ok.?
-To czekam.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też-odpowiedziała i rozłączyła się.
Ostatni raz wzięła do ręki książkę,notatniko-pamiętnik Dave S. Obejrzała ją dokładnie, tym razem okładkę, nigdy tego nie robiła, zawsze interesowało ją wnętrze książki, a nie to jaką miała okładkę. Ważna była treść, a nie to co dookoła niej. Pamiętniko-notatnik był obłożony zwykłą niebieską okładka.Nic jej nie zdobiło, ale nie, zaraz. Alessia przetarła okładkę kilka razy dokładnie wilgotną szmatką i zobaczyła, że widnieją tam skrzydła. Takie same jak te na jej i Olivera biodrach. A pod nimi napis : Χερουβείμ φρουρούσαν τους θησαυρούς του κόσμου.
Nie potrafiła odczytać liter, najpierw myślała, że to napis w jej ojczystym języku, dopiero po chwili myślenia otworzyła podręcznik do historii. Pamiętała, że na początku roku uczyli się na dodatkowych lekcjach i różnych krajach i ich językach. Kojarzyła te znaki. Była wzrokowcem. Pamiętała to co zobaczyła i o czym czytała. Miała pamięć fotograficzną. Ułatwiało jej to naukę.
Tak udało się ,znalazła. To było najprawdopodobniej po grecku. Tylko teraz jeszcze musiała poznać tłumaczenie.
*
Siedziała w pokoju Olivera i dokładnie oglądała książkę. Miała otwartego laptopa i popijała herbatę.
Jej chłopak siedział na łóżku, opierając się o ścianę. Rysował coś. Kiedy ten chłopak dostawał do ręki ołówek momentalnie na kartce powstawało arcydzieło.
-Co tam znowu rysujesz?- zapytała Ales
-Właśnie kończę. Za chwilę ci pokaże i opowiem coś, co może nam pomoże.
-No dobra, to nie przeszkadzam i idę umyć szklankę. Umyć też twoją?
-Nie musisz zmywać.
-To włożę do zmywarki, wiesz, że nie lubię jak ktoś robi coś za mnie.
Byli sami w domu, jego rodzice wracali z kancelarii dopiero po 20.
Alessia nie wkładała szklanki do zmywarki, gdy jedna się jej wyślizgnęła.
Bardzo chciała, żeby nic się jej nie stało. Były to ulubione szklanki mamy Oliego.
Wyciągnęła rękę w jej kierunku, ale wiedziała, że to nic nie da.
W głowie już słyszała dźwięki tłuczonego szkła, które roztrzaskuje się o kafelki. Zamknęła oczy. Czekała na moment ,w którym szklanka pęknie, ale nic nie było słychać. Otworzyła oczy i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Trzymała ją w ręce.
Oliver zaniepokoił się i poszedł sprawdzić, co zatrzymało Alessię w kuchni. Wchodząc do pomieszczenia zobaczył, że jego dziewczyna klęczy na podłodze i trzyma w ręce szklankę, którą poszła włożyć do zmywarki 5 minut temu.
-Co ty robisz?- zapytał Oli
-No ja nie wiem-odpowiedziała dziewczyna
-Klęczysz na podłodze i trzymasz w ręce szklankę tak jakby miała ci zaraz wypaść
Alessia wstała, odłożyła naczynie do zmywarki i poszła do pokoju.

wtorek, 1 stycznia 2013

ROZDZIAŁ III


Rozdział III

Znamię. Znad bokserek wyłaniało się coś w kształcie skrzydeł.
Ales zastanawiała się jak to możliwe. Skąd u Olivera coś takiego?
-Jesteś pewien, że to nie jest tatuaż?
-No chyba bym wiedział ,że sobie zrobiłem. A poza tym to się pojawiło dwa dni temu. Trochę boli, piecze.
Dotknęła skrzydeł. Zmieniły one  kolor z czarnego na czerowny.Teraz przypominały raczej bliznę, a nie tatuaż.
W dotyku skrzydła były ciepłe.
-Czujesz coś?
-No nie…..w sumie to jak dotykasz to nie boli.-odpowiedział Oli
-A spróbuj ty.
-Ałłłł….-wrzasnął
-Ciiii….spokojnie- powiedziała Ales i szybko przyłożyła rękę do znamienia.
*
Alessia podeszła do biblioteczki i postanowiła wyjąć z niej książkę,której przedtem chwilę się przyglądała. Nie potrafiła wyjaśnić dlaczego to zrobiła. Czuła, że musi ją zobaczyć. wiedziała, że coś w niej znajdzie, coś co na zawsze odmieni jej życie.
Oliver stał za nią. Trzymał ręce na jej biodrach. Ales otworzyła książkę i zaczęła ją przeglądać. Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- zapytała Alessia
-No i jak tam się macie? Jest już 21.Może wrócisz wreszcie do domu?- odezwał się w komórce głos ojca dziewczyny.
-O kur….tzn.zapomniałam się. Zaraz będę.
-No to pośpiesz się, bo jest ciemno.
-No dobrze już idę.
Alessia i Oliver całowali się pod bramą,gdy byli pod jej domem.
*
Ales weszła do domu. Rodzice powiedzieli że kolacja czeka na nią w kuchni. Zabrała talerz z kanapkami i kubek herbaty do siebie do pokoju.
 Miała pokój na drugim piętrze, więc weszła po schodach o mało nie rozlewając zawartości kubka. W pospiechu zjadła pierwszą kanapkę. Na łóżko rzuciła torbę. Poszła się umyć. Nie była zmęczona ,ale chciała się ogrzać ciepłą wodą.
Biorąc prysznic myślała o Olim i o jego znamieniu. Skąd wzięło się u niego coś takiego?
Wróciła do pokoju. Od łazienki szła nago. Dopiero w pokoju ubrała czarne leginsy i luźną czarną koszulkę z nadrukiem.
Otworzyła laptopa i czekała aż się włączy. Usiadła na łóżko i chwyciła w rękę kolejną kanapkę.
Drugą ręką otwierała torbę. Znalazła w niej książkę. Tak no przecież. Włożyła ją tam , gdy jej tata zadzwonił. Postanowiła ją obejrzeć.
Ale nie…. najpierw musi napisać do Olivera.
*
Oliver wrócił do domu. Zastanawiał się czy powinien powiedzieć o znamieniu rodzicom.  Wszedł do domu. Tylko krzyknął na przywitanie- Cześć, wróciłem-i poszedł do pokoju. Rozebrał się. Stał na środku pokoju w samych bokserkach. Myślał co teraz zrobić. Rozważał kąpiel i poczytanie informacji na temat znamion. Poszedł do kuchni i wyciągnął sobie z lodówki kawałek ciasta. Do tego mleko .
-A co to jakiś ruski pornol?- zapytała mama siedząca w ciemnej kuchni
-Co?- wystraszył się i szybko naciągnął bieliźnie na znamię-Po co tak tu siedzisz.
-No jakoś tak. A co tam u ciebie słychać? Jak układa ci się z Alessą?
-U mnie wszystko gra. A między nami jest bardzo dobrze?
-Wiem, że to głupio zabrzmi….. ,ale czy wy już….- zaczęła się jąkać- no wiesz…. spaliście ze sobą?
Oliver zawsze czuł się dziwnie rozmawiając o tych sprawach. Ona kochała go bardzo. Wiedział o tym. Ona chciałam spać z nim tak bardzo jak on z nią, ale Ales bała się reakcji rodziców. Oliver nie naciskał. Szanował ją.
-Ummm…nie. Bo my…..
-OK. rozumiem. Róbcie co chcecie, ale uważaj, macie po 15 lat. Nie zróbcie nic czego potem możecie żałować.
-Mamo- powiedział poirytowany
-No wiem, że nie lubisz rozmawiać na te tematy, ale kiedyś trzeba.
-Mamo, ale no, bo my chcemy ,ale wiemy, że nam nie wolno więc, jak na razie wystarcza nam przytulanie i całowanie. Nie masz się o co martwić.
-Posłuchaj Oliver. Wiesz, że cię kocham. I muszę ci coś powiedzieć.
W tym samym momencie usłyszeli dźwięk telefonu Oliego z drugiego pokoju.
-Czekaj mamuś zaraz wrócę.
Dlaczego powiedział do niej mamuś? Sam nie wiedział. Nie mówił tak od kąd skończył 10 lat.Czy wiedział,że będzie musiał czekać tak długo. Pamiętał kiedy ostatni raz zwrócił się do niej tymi słowami. To był dzień jego 10 urodzin. Środek nocy. Śnił mu się koszmar,może nie koszmar , ale bardzo dziwny sen. Był w nieznanym dla niego miejscu. Był tam ogród, ogromna brama,a nad nią latał anioł.Nie był to aniołek z bajek. Miał potężne skrzydła, na nogach ciężkie buty. Nie miał leciutkiej sukienki. Był ubrany jak grecki żołnierz. W rękach trzymał masywny miecz. Na twarzy anioła malował się niepokój, coś zbliżało się do ogrodu. Błękitne niebo spowiły ciemne chmury. Zwierzęta uciekły ,a roślinność straciły radosny kolor. Obudził się i wykrzyczał-MAMUŚ-był przerażony. Czuł,że to nie był zwykły sen.Prosił ją żeby nikomu o tym nie mówiła. Nie chciał narazić się na docinki ze strony wujków. Już nigdy więcej nie miał podobnych snów.
Oliver odszukał telefon pośród  rozwalonych na łóżku ciuchów.
-Halo-usłyszał w telefonie głos Alessy
-No cześć. Co tam słychać? Już się za mną stęskniłaś-zaczął żartować
-A powiedz mi jesteś sam?
-No w sumie to tak. Tzn. mama jest w kuchni-zamknął drzwi-już zamknąłem drzwi,mów.
-Dasz radę wyjść za pół godziny?
-No myślę ,że może dam radę, a co? Zachciało ci się seksu w środku nocy?
-Przestań. Musimy się spotkać. Możemy u ciebie w altanie?
-Dobra to ja tam będę czekał.
-No to do zobaczenia

Dlaczego Alessia to robi? Jeszcze nigdy nie wymykała się z domu. A zwłaszcza nigdy w środku nocy. Za 25 minut powinna być w altanie, więc za 15 minut wyjdzie. Ma jeszcze kwadrans na ogarnięcie książki.
PUK PUK
Ktoś zapukał do drzwi Ales.
-Mogę wejść?- usłyszała głos matki
-Tak pewnie-szybko zamknęła książkę i schowała ją pod biurko.
Otworzyły się drzwi. Weszła przez nie matka Alessy. Trudno jest opisać relacje jakie łączyły tą dwójkę . Ales bardzo kochała swoją mamę, ale nie mówiła jej o wszystkim. Były bliżej niż córka z ojcem, ale chyba nie tak blisko jak przyjaciółki.
Rodzina Alessy nie była bardzo bogata, ale mieli dość dużo pieniędzy. Na tyle dużo, że wystarczało na ogromny dom, kilka samochodów, drogie ubrania, sprzęty elektroniczne.
Jej mama była prawniczką , tata zajmował się medycyną. Do tego rodzice mieli sklep internetowy i kancelarię.
Alessia zawsze uważała, że celem tego wszystkiego jest zapewnienie jej jak najlepszych warunków do nauki. Najwidoczniej jej rodzice zaplanowali jej życie ledwo po urodzeniu. Mogła robić co chciała. Chodzić gdzie chciała, z kim miała tylko ochotę , ale warunek był jeden: musiała mieć dobre, bardzo dobre oceny.
Ogólnie to sama była bardzo inteligenta i  dostrzegała wiele niedoskonałości w szkolnym systemie nauczania. Nie był on w stanie nauczyć tego czego powinien. Bo w sumie to po co komu budowa ameby? Albo co nam da to, że nauczymy się obliczać czas potrzeby do rozpędzenia i zahamowania, skoro z późniejszych obliczeń wyciągamy, że trwa to ok. 10 sekund, a policzenie tego zajmuje nam pół godziny?
-Powiedz mi, jak tam u ciebie Alessio?- zapytała matka
Rzadko to robiła, mało czasu spędzała z córką, wiecznie pracowała. Alessie to nie przeszkadzało, lubiła mieć wszystko , móc robić co chciała i być bez nadzoru. Gdyby rodzice wiedzieli co wyprawiała z Oliverem… nie, nie mogła do tego dopuścić. Rodzice uważali ją za grzeczną i posłuszną. Kto wie czy nie była najgorsza z całej klasy. Nie piła, nie paliła, ani nie ćpała, ale sama uważała siebie za nienormalną. Nie chciała, żeby jej córka też taka była ,ale jednego była pewna. Zawsze potrafiła wyjść z trudnej sytuacji, zawsze umiała się wybronić. Na wyjeździe w wakacje miała pokój z 2 przyjaciółkami. Ustaliły wtedy, że ludzie dzielą się na inteligentnych, mądrych i idiotów. Sama nie uważała siebie za mądrą, ani za idiotkę więc jedyne kryterium, które zostało to inteligentna. Nie wiedziała czy mogła się do niego zaliczać, ale nie widziała przeszkód.
Kochała swoją matkę bardzo i tęskniła za nią, chciała z nią spędzać więcej czasu, ale nigdy by o tym nikomu nie powiedziała, no może Oliemu i Anstazji, ale nikomu poza nimi. Tak. To właśnie Oliego i swoją mame kochała najbardziej na świecie.Anastazję też kochała,ale miłością najlepszych przyjaciółek,a nie taką jak matkę, czy Oliego.
-U mnie bardzo dobrze….. A jak tam u ciebie? Masz jakieś problemy? Dawno cię nie widziałam- odpowiedziała po chwili.
-Hmm….też jakoś żyję. Ale przyszłam do ciebie w konkretnej sprawie. Wiem, że jest już późno, ale chciałam zapytać się o ciebie i o Olivera.
-Nie mamo…. Proszę nie.- Nienawidziła rozmawiać na tematy dojrzewania i seksu z matką, nie w sumie to z nikim. Lubiła to jedynie z Olim, z Anastazją-jej przyjaciółką-ale poza nimi to nie….nie chciała o tym rozmawiac.Nie lubiła tego i tyle.
-No sama dobrze wiesz, że muszę cię o to spytać.
-Odpowiedź brzmi nie.
-Ale jesteś pewna?
-Tak, chyba wiem, czy się z nim kochałam czy nie, prawda?
-No dobrze. Czyli na razie mogę być pewna, że babcią nie zostanę?
-Tak mamo. Możesz. A teraz idę już spać. Możesz wyjść?
-Tak-odpowiedziała matka trochę zmieszana-już idę.
-Dziękuję . Dobranoc.
-A i jeszcze jedno- dodała matka zamykając już drzwi-jutro nie będzie nas w domu
-Jak to? To gdzie będziecie?-zapytała pośpiesznie Alessia
-No wyjeżdżamy na dwa dni. Ojciec ma jakiś zlot ze starej szkoły. Jeżeli boisz się być sama w domu to możesz zapytać się rodziców Oliego czy by cię nie przenocowali? No chyba,że Anastazja już wróciła,ale miała wrócić za parę dni więc zostaje ci Oliver. Ale wiesz,jeśli u Olivera to w innych łóżkach-dodała półżartem
-Ok., to ja wam jeszcze jutro napisze SMS’a gdzie śpię,bo Anastazja może jutro wróci, ale wątpie. Dobranoc.
-Tak. Dobranoc.
Kiedy Ales była już w 100% pewna, że jest sama na piętrze wstała z łóżka , zapaliła lampkę na biurku i otworzyła książkę.
Zaczęła ją czytać, przeglądać. Raz była na początku, a raz w połowie. Potem znowu wracała na początek i na koniec.
*
-Cześć już jestem-powiedziała Alessia , a potem pocałowała Olivera.
-No myślałem,że się nie odczekam-powiedział żartem chłopak i odwdzięczył się całusem.
-Sorki, nie mogłam znaleźć czapki.
-Chodź wejdziemy do środka.
Weszli, w kominku nadal się paliło ,ale już dogasało. Oliver dorzucił drewna.
-O jak inaczej wyglądasz-powiedział Oli do Ales
Zazwyczaj widział ją w marynarce, sukience, spódniczce i koszuli.
Tym razem miała na sobie czarne rurki, fioletowy T-shirt i biało czarną bejsbolówkę. Nie miała włosów upiętych w kok, miałą je rozpuszczone ,a na nie ubrała długą czapkę. Taką w jakiej zazwyczaj jeżdżą deskorolkowcy.
-Wow…. Czy ty masz na nogach trampki ? – zapytał z niedowierzaniem Oliver
-No…. Wiem trudno w to uwierzyć , ale tak, Alessia też może mieć na nogach trampki. Ubrałam się szybko, nie mam zamiaru biegać w tej marynarce. W tym jest o wiele wygodniej .
-Usiądź-powiedział Oliver do Alessy
-Posłuchaj ….wzięłam do siebie do domu tę książkę… zupełnie przez przypadek, ale dobrze, że tak się stało -powiedziała chwilę po tym jak weszła do altany
-No to co takiego jest w tej książce?  Chyba nie cała mądrość świata, bo to już siedzi w twojej głowie-powiedział i objął ją w pasie.
Czuł to, czuł ,że tym razem nie wytrzyma. Jego ręce sprawnie ją obróciły. Byli teraz blisko, dotykali się całą powierzchnią ciała.
Zaczął ją całować, nie mógł powstrzymać rąk, powędrowały one tam, gdzie tak bardzo chciał je położyć.
Alessia ich nie zrzuciła. Czyżby zechciało się jej zaryzykować? Czy była do tego zdolna? Całowali się dłuższą chwilę, czuli się cudownie. Nie pamiętali o kłopotach, problemach, zmartwieniach. Jedyne na co mieli ochotę to położyć się teraz w łóżku przy kominku i zasnąć w objęciach, ale nie. Musieli dowiedzieć się co się dzieję z ciałem Olivera.
-Ałłłł-głośno krzyknęła Ales
-Co się stało? Coś ci zrobiłem? – zapytał przestraszony Oli
-Co? Nie, to chyba nie twoja wina.- Alessia podniosła koszulkę- Kur….kurde jak boli-krzyczała
-Ciiii….spokojnie. Zaraz zobaczę co się stało.-poszedł zapalić światło ,a gdy wrócił, zauważył, że na idealnie płaskim brzuchu jego dziewczyny, powstaje jakiś czarny kształt.-Ej, bo myślę, że sama musisz na to spojrzeć
-Co to kur*a jest?- wykrzyczała Alessia
Ciemna plama na ciele dziewczyny zaczęła przybierać kształt skrzydeł. Tak, to były te same skrzydła, które miał jej chłopak.Albo nie. To było ich lustrzane odbicie. To było bynajmniej dziwne.
*
Siedzieli na kanapie, Ales wzięła książkę do rąk i ją otworzyła. Szukała miejsca, które sobie zaznaczyła, gdy przeglądała ją w domu. Natrafiła tam na ciekawy fragment.
-Ale czekaj, tak wgl. To o czym jest ta książka?-zapytał Oliver
-To jest książka pisana ręcznie. Swojego rodzaju pamiętnik..nie może nie pamiętnik, a poradnik.No jest pisany jak….o tak będzie najprościej, to jest pamiętniko- poradnik. Najprawdopodobniej dla kogoś bardzo ważny –odpowiedziała Alessia wciąż szukając zaznaczonej strony- O! Mam.
-Ale do czego jest nam to potrzebne?- Chłopak chwycił jej rękę, dzięki czemu ta podniosła na niego wzrok
-O właśnie….muszę ci coś powiedzieć-zaczęła- moich rodziców nie będzie przez dwa dni.Mogłabym wtedy u ciebie spać? No wiesz, Anastazji nie ma,a nie będę sama w domu.
-No pewnie, że tak. Mama się zgodzi, wiesz, że z nią nigdy nie ma problemu.
-No to dzięki, ale do tego wrócimy później, ale teraz muszę ci opowiedzieć o tym czego się doczytałam. Miałam niewiele czasu, bo mama mnie naszła w pokoju i zaczęła te swoje pytania na temat tego czy już ze sobą spaliśmy i, że muszę uważać, wiesz, takie tam rozmowy, których nienawidzę.
-No…. U mnie też to było, chwilę przed tym jak zadzwoniłaś.
-Ok. To wracając do tematu, przeczytałam tu, że ktoś do kogo należała ta książka,zeszyt, notatnik… odkrył raj, ten sam raj, który chrześcijanie nazywają Eden,a starożytni Atlantydą. Nie ma zbyt wielu szczegółów, przynajmniej w tym fragmencie, ale wiem tyle, że była to jedna i ta sama rzecz, to samo miejsce, rozumiesz jak na razie?
-Umm….no wiem tyle, że ktoś napisał tu,że Eden i Atlantyda  to to samo miejsce i, że ten sam ktoś odkrył to miejsce. Czy tak?
-No, w miarę o to chodzi.
-Doczytałaś się czegoś więcej?
-Jeszcze wiem ,że ten ktoś nazywał się prawdopodobnie Dave S. Nie ma całego nazwiska są tylko inicjały D. S.,ale w późniejszych rozdziałach doczytałam się, że D jest skrótem od imienia Dave. Jak do tej pory nie znam nazwiska. Ta ksiażka była w twojej altanie. Może należeć do kogoś z twojej rodziny. Czy kojarzysz może jakiegoś dziadka, wuja, stryja czy kogokolwiek o imieniu Dave?
-Nie, nie… był tylko przyszywany brat mojej babci Dave,ale on chyba nie nazywał się na S. Nie pamiętam, ale mogę jutro zapytać rodziców.
-No to zapytaj.
-Ok… Teraz wracając do tej Atlantydy. Niedawno czytałam dość dużo o niej w internecie .Była to kraina opływająca w dostatek, drewna, metali szlachetnych, owoców itd. No wiesz było tam po prostu wszystko. Arkadia to nazwa starożytnych na obecnie nazywany raj. Chrześcijanie raj nazywają Edenem, ogrodem, w którym powstali pierwsi ludzie.
-Wow…. Czasem mnie przerażasz-powiedział Oliver i uśmiechnął się do Alessy
-Dziękuję… Czasem sama też boję się tego co mogę wymyślić. Szybko póki jestem w toku myślenia. Więc w każdej kulturze i religii pojawia się coś nawiązującego  do raju. Jak już wcześniej wspomniałam Eden u Chrześcijan i Atlantyda u starożytnych, no w sumie to teraz nadal próbują ją odkryć.
W każdej z tych krain , a jak ja i Dave S. uważamy, w tej krainie , władzę sprawował bóg, chrześcijanie mieli Jahwę, starożytni Posejdona.
Opisane było również coś o tym. Zamieszkiwał ją naród szlachetny i potężny. Wyspa była królestwem Posejdona, boga mórz i oceanów, a władał ją jego syn, Atlas. Mieszkańcy Atlantydy od pokoleń wiedli proste, uczciwe życie, w końcu jednak zawładnęła nimi chciwość i zepsucie. Zeus i inni bogowie postanowili ich ukarać i wyspę wraz z jej mieszkańcami pochłonęło morze- tak opisuje to Platon.
Eden był natomiast patrząc na opisy bardzo podobny. U starożytnych bogiem był Posejdon, dla chrześcijan jest to Jahwe, Posejdon był królem mórz i oceanów, Jahwe zaś wszystkiego. Jest to bardzo podobne. Atlantydą włada Atlas ,syn Posejdona, co do ogrodu nie mamy informacji o tym, aby to Jezus, syn Jahwe sprawował ów władzę, ale są trzy osoby boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Stanowią oni Trójcę Świętą i są jednością więc można posunąć się do tezy, że to Jezus sprawował władzę w Edenie. Mieszkańcy Atlantydy wiedli proste i uczciwe życie, jak mieszkańcy Edenu. Niestety ludźmi obu tych miejsc, czy jak ja i Dave S. sądzimy, tego miejsca zawładnęła chciwość i zepsucie, po prostu zło. Zeusa i innych bogów  w chrześcijaństwie możemy porównać ze sobą. Zeusa do Jahwe, a innych bogów do aniołów.  Bogowie byli źli na ludzi za owy występek i zamknęli bramy do raju tj. Edenu i Atlantydy. Atlantydę zatopiono ,a bram Edenu strzeże Cherubin. Do raju nie może dostać się nikt śmiertelny, do Atlantydy również, gdyż jest ona pod wodą. Jedyne czego nie ma w Atlantydzie to sam proces kuszenia ludzi przez szatana lub inny odpowiednik zła. Jednak można powiedzieć, że przez tyle lat po prostu o nim zapomniano, gdyż wiadomości były przekazywane z pokolenia na pokolenie i ustnie.
-Co?-zapytał Oliver nie wierząc w to co słyszy, czyżby jego dziewczyna odkryła prawdę, której ludzie nie mogli znaleźć przez lata?- Poczekaj Ales…. czyli mówisz, że Eden i Atlantyda to to samo miejsce?
-Tak. I ,że Atlantyda istniała.
-Jak na to wpadłaś?
-Pamiętasz, jak parę dni temu na polskim omawialiśmy fragment Biblii o wygnaniu z Raju?
-No, było coś takiego-odpowiedział z uśmiechem na twarzy, kochał jej mądrość, to właśnie była cała Alessia, mądra, zawsze wiedziała co powiedzieć, w którym momencie.
-No więc, czytając to pomyślałam sobie, że fajnie byłoby odkryć coś co zmieni bieg historii. Przypomniałam sobie jak w piątej klasie czytałam coś o wyprawach, aby odkryć nowe lądy i natrafiłam na artykuł o Atlantydzie. Zaciekawił mnie ten temat i potem przeczytałam kilka takich ciekawostek i stron z informacjami.-odpowiedziała zadowolona z siebie,lubiła wiedzieć o co chodzi.
-No dobra…. Ale co teraz z tym zrobimy. Nie mamy wystarczająco informacji, żeby to udowodnić.
-No nie ,ale coś znajdzie się w tej książce na 100%. Teraz jestem już zmęczona.
-Ja też. Chodźmy spać do sypialni, a rano odprowadzę cię do domu-odpowiedział ziewając
-Nie mam już siły o tej porze wracać do domu, więc chyba się zgodzę-odpowiedziała i pocałowała go.
-Ale wiesz, że musimy spać razem, bo w nocy jest tu zbyt zimno?
-No co ty nie powiesz, chyba że ja prześpię się w salonie koło kominka ,a ty sam jak palec w sypialni?- odpowiedziała ciągnąc go w stronę łóżka
Przytulili się i zasnęli w objęciach. Oboje byli podekscytowani nowym odkryciem ,ale teraz liczył się tylko sen. Byli bardzo zmęczeni. Zasnęli w mgnieniu oka.
TRZASK
-Cholera jasna! – usłyszała Alessia, poczym otworzyła oczy. Obudziła się w sypialni w altanie. Nie było obok niej Olivera, najwidoczniej to on coś stłukł i owy dźwięk dochodził z salonu. Dziewczyna wstała, na nogi wsunęła jego buty, popatrzyła w okno. Na dworze było jeszcze ciemno, na oknach była warstwa lodu. Ales poszła do kuchni.
-No cześć piękna, właśnie wybierałem się, żeby cię obudzić. Jest wpół do  piątej, zaraz musisz być w domu-powiedział Oli wręczając jej do rąk szklankę gorącej herbaty. Alessia nie pijała kawy. Uważała, że śmierdzi jak starzy ludzie. To było dziwne, ale w swoim stopniu prawdziwe i zabawne.